• RZEMIEŚLNIK / REBELIANT Kalejdoskop Kona Ichikawy

    niedziela, 05 stycznia 2014 10:46
  • Kiedy nauka spotyka się z pasją. Dawida Głowni spojrzenie na kino japońskie w "Sześciu widokach..."

    wtorek, 21 maja 2013 15:17
  • Amanojaku. Niewyraźna sylwetka wyrazistego artysty

    niedziela, 06 stycznia 2013 10:41
  • Recenzja: Japanese Animation: Time out of Mind (Chris Robinson)

    sobota, 10 listopada 2012 08:10
  • Gdy żałujesz, że nie jesteś martwy. Kino Takeshiego Kitano

    wtorek, 10 lipca 2012 16:57
  • Kroniki Gojiry. Wolumen pierwszy: Potwora bycie i niebycie

    czwartek, 14 czerwca 2012 09:22
  • Od wyzwolenia do upodlenia - recenzja Guilty of Romance (2011)

    czwartek, 14 czerwca 2012 09:20
  • Recenzja: Demon (1972) Kihachirō Kawamoto

    piątek, 11 maja 2012 16:47
  • Czytając Godzillę: Między doświadczeniem jednostki a doświadczeniem narodu

    sobota, 28 kwietnia 2012 10:10
Home Publicystyka Artykuły Filmowe perły dekady. Najciekawsze filmy japońskie 2001-2010
Filmowe perły dekady. Najciekawsze filmy japońskie 2001-2010

Wielkimi krokami zbliża się koniec roku, a wraz z nim dobiega schyłku pierwsza dekada nowego milenium. Z tej okazji redakcja jFILM postanowiła dokonać wyboru najciekawszych japońskich filmów fabularnych, które miały premierę w latach 2001-2010. Spośród wielu tytułów wybraliśmy te, które najbardziej zapadły nam w pamięć. Znalazły się na niej różne gatunki, od komedii poprzez dramaty do horroru, także pozycje nie dające się jednoznacznie sklasyfikować. Stworzona przez nas lista jest subiektywnym wyborem filmów polecanych każdemu, kto pragnie zapoznać się z tym, co najlepsze we współczesnym japońskim kinie. Świadomie pominęliśmy animacje, dla których powinno powstać osobne zestawienie.
Na naszej liście nie wyróżniamy żadnego tytułu, nie tworzymy rankingu. Uznajemy to za bezcelowe. Zachęcamy Czytelników do zapoznania się z naszymi propozycjami (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście) oraz do przedstawiania własnych propozycji. Jednocześnie życzymy Wam i sobie, żeby za dziesięć lat wybór był równie trudny.

 

Adrift in Tokyo

Tenten
(2007, Satoshi Miki)

 

Dzieło Satoshiego Miki, na podstawie powieści Yoshinagi Fujity, to dość niezwykły przykład kina drogi, mieszający konwencje komedii oraz nostalgicznego dramatu w przyjemną i miejscami poruszającą całość. Niecodzienny jest już sam powód odbycia tytułowej wędrówki ulicami Tokio, podjętej przez poważnie zadłużonego studenta prawa Takemurę (Jô Odagiri) i prześladującego go komornika Fukuharę (Tomokazu Miura), który pewnego dnia obiecuje mu dużą sumę pieniędzy, jedynie w zamian za towarzystwo w pieszej podróży. Choć zarówno czas jej trwania, jak i cel nie są znane, Takemura z nieufnością przyjmuję tę nietypową ofertę.

Zabrani w dziwną włóczęgę, przechodzimy kolejne fazy typowe dla ludzkich relacji: od ostrożności, zaciekawienia, aż do sympatii w stosunku do bohaterów, którzy zaczynają odkrywać w sobie brakujące figury: ojcowską i synowską. Wraz z nimi spotykamy różnego rodzaju indywidualności i doświadczamy zabawnych sytuacji, a kiedy już zaczynamy mieć nadzieję, że podróż ta nie skończy się szybko, zdefiniowany zostaje jej cel, więc także i koniec. Tak duże zaangażowanie ze strony widza nie byłoby możliwe, gdyby nie bardzo dobrze skonstruowane postacie i gra aktorów. Pomimo komediowego zabarwienia, w filmie Satoshiego Miki bardzo wyraźnie przebrzmiewa nuta braku, niespełnienia i przemijania - skłaniając do większego doceniania międzyludzkich relacji, dopóki one jeszcze trwają.

 

All About Lily Chou-Chou

Riri Shushu no subete
(2001, Shunji Iwai)

 

Ostatnia dekada XX wieku zamknęła się znakomitym Battle Royale Kinjiego Fukasaku, brutalnym obrazem o młodzieży dla młodzieży opartym na równie kontrowersyjnej książce. Burza, jaka przetoczyła się przez Kraj Kwitnącej Wiśni, zaowocowała rosnącym zainteresowaniem problematyką burzliwego okresu dojrzewania. Przekuło się ono na szereg znakomitych pozycji, które ukazały się w pierwszym roku nowego millenium, takich jak Aoi Haru Toyody, Go Yukisady, Gaichu Shioty, czy wreszcie All About Lily Chou-Chou Iwai.

Oparta na powieści internetowej reżysera publikowanej na stronie Lilyholic, opowieść o trudnym dorastaniu młodzieży na dalekiej prowincji próbuje odtworzyć obraz współczesnych japońskich nastolatków borykających się z samotnością, brakiem zrozumienia i akceptacji, przemocą, szukających ucieczki w wirtualnym świecie i muzyce ukochanego idola. Ich rzeczywistością jest bezwzględna społeczność, oceniająca, wykorzystująca słabości, potrafiąca upokorzyć i zniszczyć. Szczęśliwie pozbawiona moralizatorstwa luźna narracja filmu połączona jest z awangardową formą: eklektyczną mieszanką surowego obrazu, lirycznych wstawek oraz czarnego ekranu, na którym toczy się żywiołowa internetowa dyskusja. Zaskakujące połączenie poezji dźwięku i obrazu z brutalną prozą życia.

 

Blue spring

Aoi haru
(2001, Toshiaki Toyoda)

 

Blue Spring powstał na podstawie mangi autorstwa Taiyo Matsumoto. W filmie tym szkolna anarchia, której nie są w stanie zapobiec pedagodzy, wytworzyła pośród młodzieży system panowania i poddaństwa, będący krzywym odzwierciedleniem stosunków społecznych panujących na zewnątrz, zarówno tych korporacyjnych, jak i przestępczych. Wraz z nieubłaganie zbliżającym się końcem szkolnej edukacji u bohaterów zachodzi konieczność wyboru dalszej drogi życiowej, co jest decyzją dramatyczną dla pogrążonych w nieróbstwie i lekceważących normy uczniów.

Reżyser dokonał przesunięcia akcentów względem komiksowego oryginału, dzięki czemu film jest czymś o wiele więcej, niż tylko portretem zdegenerowanej młodzieży. Toyoda ograniczył obszar akcji jedynie do terenu szkoły, dla wielu uczniów będącej mikrokosmosem beznadziei, zarazem jednak jedynym w pełni oswojonym miejscem, wolnym od społecznych wyzwań czekających na zewnątrz. Bohaterowie zyskali też rys człowieczeństwa i wypływający z ich własnej słabości cień tragizmu.

Efektem jest dzieło brutalne i poetyckie zarazem, w którym oprócz obrazów przemocy nie brakuje scen o jednoznacznie artystycznym i metaforycznym charakterze. Właśnie w tym umiejętnym połączeniu przeciwieństw tkwi siła dzieła Toyody, będącego jednym z najlepszych filmów ostatniej dekady oraz najciekawszych i artystycznie satysfakcjonujących filmowych portretów młodzieży.

 

Electric Dragon 80.000V

(2001, Sogo Ishii)

 

Słowa nie mogą w pełni oddać tego, czym jest trwający 55 minut, nakręcony w czerni i bieli Electric Dragon 80.000V. Sogo Ishii i odtwórca głównej roli Tanadobu Asano, koledzy z bandu Mach 1.67, stworzyli zainspirowaną własną muzyką z gatunku noise, niemal pozbawioną dialogu opowieść o pojedynku dwóch elektro-superbohaterów.

Dragon Eye Morrison (Asano) został w dzieciństwie porażony prądem podczas wspinaczki na słup wysokiego napięcia, co podrażniło gadzią część jego mózgu, czyniąc go podatnym na napady agresji i akty przemocy. Rozsadzającą go energię, dorosły już Morrison rozładowuje podczas dzikich solówek na elektrycznej gitarze. Podczas jednej z sesji namierza go Thunderbolt Budda (Masatoshi Nagase), który swoją potężną moc i pokryte w połowie metalem ciało zawdzięcza uderzeniu pioruna. W mieście jest miejsce tylko dla jednego z nich.

Electric Dragon 80.000V to cyberpunkowy eksperyment z hałaśliwym soundtrackiem Mach 1.67, łączący stylistykę teledysku z industrialną tematyką. Uwaga na bezpieczniki!

 

Fish Story

Fisshu sutôrî
(2009, Yoshihiro Nakamura)

 

Jest rok 2012. W kierunku Ziemi zmierza nieuchronnie kometa, widoczna już gołym okiem. Od całkowitej zagłady dzieli nas zaledwie 5 godzin. Kilka osób, zebranych w tym czasie w jednym ze sklepów muzycznych, decyduje się włączyć płytę z utworem Fish Story, zapomnianego już zespołu punkowego, która zawiera tajemniczą minutę ciszy.

Wbrew pozorom film Yoshihiro Nakamury, zrealizowany na podstawie powieści Kotaro Isaka, nie jest filmem katastroficznym, choć w wyraźny i nieraz zabawny sposób odwołuje się do kilku dzieł katastroficznych kultury popularnej. Fish Story operuje bardzo dużą ilością wątków fabularnych, wydarzających się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, a wszystkie one zbiegają się w końcu ku jednej osobie, która być może ocali Ziemię. Jakkolwiek trudna do opisania i absurdalna jest jego fabuła, Fish Story jest filmem niewątpliwie wartym obejrzenia. Bez względu na to, jak bardzo się spodoba pewne jest, że za sprawą swojej oryginalności pozostanie w pamięci na długo.

 

Go

(2001, Isao Yukisada)

 

To jest opowieść o mojej miłości - mówi w pierwszej scenie Sugihara, bohater będący potomkiem północno-koreańskich imigrantów w Japonii. Jednak uczucie jest tylko jednym z wielu elementów fabularnych, składających się na wyjątkowo udane dzieło, jakim jest film Isao Yukisady (na podstawie powieści Kazuki Kaneshiro). Główną problematyką Go jest kryzys tożsamości, nie tylko w tym najczęściej spotykanym znaczeniu, które towarzyszy młodzieńczemu buntowi, lecz przede wszystkim w kontekście etnicznym i społecznym. Z uwagi na swoje zagraniczne pochodzenie, Sugihara każdego dnia musi bowiem stawiać czoła niechęci i dyskryminacji ze strony rodowitych Japończyków, która tylko potęguje odczucie bycia "trawą bez korzeni".

Jednak to nie celna krytyka japońskiej ksenofobii jest elementem przesądzającym o wartości filmu Yukisady, lecz umiejętna i porywająca widza mieszanka tempa, akcji, humoru, przemocy i miłości ze społecznym komentarzem. Wiele z występujących tu scen to prawdziwe perełki kina. Wystarczy zobaczyć kilka pierwszych minut filmu, stanowiących zarazem pełny zawrotnego tempa, świetnego montażu i muzyki opening, by upewnić się co do wyjątkowości Go.

 

Love Exposure

Ai no mukidashi
(2009, Sion Sono)

 

Love Exposure to czterogodzinna epicka opowieść, przez wielu krytyków uważana za największe jak dotąd dokonanie uznanego japońskiego reżysera Siona Sono. Sam fakt, że film ten jest w stanie utrzymać uwagę widza przez tak długi czas, nie pozostawiając nawet miejsca na nudę, jest nie lada wyczynem, niemal cudem kinematografii. Cudem, który stał się możliwy poprzez bardzo umiejętne manipulowanie tempem, nastrojem i dużą ilością przeplatających się wątków, przez co trudno w sposób jednoznaczny zakwalifikować ten film gatunkowo. Znajdują się tu elementy zarówno komedii, romansu, dramatu oraz thrillera – dozowane w odpowiedniej kolejności i natężeniu.

Historia rozgrywa się wokół dwojga bohaterów: Yû i Yôko. On jest poszukującym grzechu "zboczeńcem", który osiągnął stopień mistrzowski w fotografowaniu bielizny mijanych na ulicy dziewczyn, szukając tym samym swojej wybranki … i znajdując ją w osobie Yôko. Ona jednak jest pełna głębokiej niechęci do mężczyzn, a na skutek intrygi tajemniczej przywódczyni sekty, ulega w końcu indoktrynacji i traci kontakt ze światem. Jedynie determinacja zakochanego w niej Yû może ją uratować, pomimo że dziewczyna wcale nie ma na to ochoty. Tak właśnie przedstawia się zarys fabuły Love Exposure. To brzmi jak 4 godziny dobrej zabawy!

 

Nobody Knows

Dare mo shiranai
(2004, Hirokazu Koreeda)

 

Oparta na faktach opowieść o czwórce rodzeństwa pozostawionych samym sobie przez niedojrzałą matkę. Strach przed rozdzieleniem sprawia, że dzieci ukrywają przed światem fakt porzucenia. Nie jest to trudne, gdyż właściciel mieszkania wie tylko o najstarszym chłopcu, który jako jedyny chodzi do szkoły. U Koreedy nie tylko matka nie dorasta do swojej roli, ale także ojcowie, nieobecni i przeważnie nie wykazujący zainteresowania losem latorośli. Odpowiedzialność spada na barki najstarszego z rodzeństwa dwunastoletniego Akiry (nagrodzony w Cannes Yuya Yagira). Wspomaga go koleżanka Saki (Hanae Kan), która matkuje młodszym dzieciom i czasem zdobywa dla nich pieniądze.

W tle filmu pojawia się smutny obraz przerażającej obojętności dorosłych, którzy nie zauważają rozgrywającego się dramatu. Nikt nie spostrzega zniknięcia kobiety, a szkoła nie zwraca uwagi, że chłopiec coraz bardziej się zaniedbuje. Dla tej czwórki rodzeństwa to zmiana jednej nienormalnej sytuacji na inną. Uwolnienie się spod opieki kochającej, choć nieodpowiedzialnej kobiety. Pozostawanie bez jakiejkolwiek opieki, co ostatecznie doprowadza do tragedii. Ale Koreeda wcale nie skupia się na dorosłych. Interesuje go proces dojrzewania Akiry, który niespodziewanie staje się głową rodziny. Jego wysiłki, a także chęć oszczędzenia młodszemu rodzeństwu smutnej prawdy o matce, wzbudzają w widzu sympatię. Mimo typowych dla jego wieku pragnień (akceptacji ze strony kolegów), wykazuje się zaskakującą dojrzałością. Poruszający film, który w dokumentalnym stylu rejestruje życie dziecięcej komuny w samym centrum obojętnej metropolii.

 

Pulse

Kairo
(2001, Kiyoshi Kurosawa)

 

Autor błyskotliwego thrillera Cure tworzy apokaliptyczny obraz świata pochłanianego przez dusze, dla których zabrakło miejsca „po tamtej stronie”. Kairo to wizja skrajnie depresyjna. Kurosawa nie pozostawia żadnych złudzeń. Świat się kończy w milczeniu, bez krzyków, bez fanfarów. Jako jedyny dowód istnienia człowieka pozostaje niemy cień na ścianie. Reżyser do maksimum wykorzystuje talent Junichiro Hayashiego, autora zdjęć do Ringu. Zarówno w filmie Nakaty, jak i Kurosawy nastrój pełni kluczową rolę. Jednak celem Kairo nie jest straszenie widza, lecz wywoływanie w nim uczucia niepokoju, którego trudno się pozbyć po zakończeniu seansu. Dla reżysera istotą horroru jest strach, który towarzyszy człowiekowi przez całe życie. Do takich należy niewątpliwie lęk przed śmiercią. Rozmaite wizje religijne łagodzą widmo nieuchronnego końca obietnicą nagrody za dobre życie. Kurosawa zdejmuje ten bezpiecznik i pyta, a co jeśli wieczność to samotność i pustka? A to już gorsze od spotkania z najstraszliwszym duchem.

 

Snake Of June

Rokugatsu no hebi
(2002, Shinya Tsukamoto)

 

Tonąca w błękicie opowieść o seksualnym katharsis, którego doświadcza pewna piękna mężatka. Rinko wiedzie nudne życie u boku mało atrakcyjnego, zamożnego mężczyzny, który stracił zainteresowanie wspólnym pożyciem. Rosnącą frustrację skrywa ze wstydem, grając na co dzień rolę wzorowej żony. Swoje pragnienia spycha na dalszy plan do czasu, gdy pada ofiarą szantażu. Pod wpływem tajemniczego prześladowcy, Rinko, nie bez oporów, rozkwita.

Film Tsukamoto to wyjątkowa pozycja we współczesnym japońskiej kinematografii. Nakręcona przez mężczyznę opowieść o wyzwalaniu się kobiecej seksualności zręcznie unika wulgarności, zachowując przy tym swój zmysłowy charakter. Przeżycia Rinko nie mają wyłącznie cielesnego wymiaru. To długa droga, której pokonywaniu towarzyszą wstyd, zażenowanie, ale też ciekawość i rosnąca świadomość własnego ciała. Cielesność ma też swój tragiczny aspekt. Seksowne ciało toczy choroba. Czy Rinko, odzyskawszy zainteresowanie męża, zaryzykuje ponowną jego utratę?

 

Strange Circus

Kimyô na sâkasu
(2005, Sion Sono)

 

Erotyczny, szokujący, obrzydliwy, fascynujący, każdy z tych przymiotników pasuje jak ulał do filmowej wędrówki Siona Sono w rejony eroguro. Gatunek czerpiący inspirację z ludzkiej skłonności do perwersji i przemocy znalazł się w rękach reżysera, który cztery lata wcześniej zaszokował Japonię Klubem samobójców.

Poruszająca się na wózku Taeko pisze kolejną powieść, która, jak się uważa, może być oparta na jej dzieciństwie. Jej karty wypełniają szokujące obrazy kazirodztwa, fizycznego i psychicznego znęcania się i całkowitego podporządkowania ojcu-dewiantowi. Wkrótce dołącza do niej młody androgeniczny Yuji, asystent, który próbuje dociec, ile jest prawdy w książkach Taeko.

Uczyniwszy postać pisarki główną bohaterką Strange Circus, Sono świadomie zaciera granicę między rzeczywistością a fikcją. Szokując widza nieprzyjemnymi tematami (wykorzystywanie seksualne) i perwersyjnymi obrazami, jednocześnie sprytnie podsuwa mu furtkę, pozwalającą uwierzyć, że cała opowieść jest tylko produktem bujnej wyobraźni pisarki. To co w mniej sprawnych rękach mogłoby przerodzić się w tandetne kino eksploatacji, u Sono stanowi sztandarowy przykład jego stylistyki: artystycznego miszmaszu, który ogląda się z prawdziwie perwersyjną przyjemnością.

 

Strawberry Shortcakes

(2006, Hitoshi Yazaki)

 

Oparta na mandze josei Kiriko Nananan opowieść o losach czterech dwudziestokilkuletnich kobiet żyjących w Tokio. Porzucona przez chłopaka Satoko modli się do czarnego kamienia, który nazywa bogiem. Jej współlokatorka, śpiąca w trumnie Akiyo, oszczędza pieniądze na zakup mieszkania, z którego okna mogłaby potem wyskoczyć. Zmagająca się z bulimią ilustratorka Toko (autorka mangi Kiriko Nananan) dzieli lokum z szarą myszką Chihiro, marzącą o poważnym związku. Film Yazakiego to wybitny przykład kina kobiecego, które nie da się wpasować ani w drapieżny Seks w wielkim mieście, ani w melodramatyczne historie o odnajdowaniu kobiecego powołania u boku księcia z bajki. Wszystkie bohaterki Strawberry Shortcakes łączą zmagania z samotnością. Satoko i Toko przeżyły zawód miłosny, wymarzony mężczyzna Chihiro okazuje się draniem, a prostytutka Akiyo fantazjuje o koledze ze studiów, z którym urządza drinkowe sesje w barze. Ich bolesne doświadczenia układają się w słodko-gorzką historię, w której nie brak dramatycznych epizodów, ale i subtelnego poczucia humoru. Pasjonującą opowieść o poszukiwaniu szczęścia w otaczającej pustce.

 

Survive Style 5+

(2004, Gen Sekiguchi)

 

Survive Style 5+ jest filmem wzbudzającym w widowni bardzo skrajne opinie, od zachwytu po dezorientację i dezaprobatę. Trudno się temu dziwić, gdyż jest to dzieło bardzo wymagające w stosunku do widza. Jako jeden z najwspanialszych przedstawicieli nieformalnego nurtu filmów "mogących powstać tylko w Japonii" wymaga porzucenia całego systemu oczekiwań, do których przyzwyczaiło nas kino. Wymaga także gotowości i odwagi poddania się tytułowej "jeździe bez trzymanki". Tak brzmi nieoficjalny polski tytuł i w istocie trudno o tłumaczenie lepiej oddające specyfikę dzieła Gena Sekiguchi.

Słowem najbardziej adekwatnym do tego, z czym mamy do czynienia jest surrealizm. Logika przyczynowo-skutkowa i reguły świata rzeczywistego zostały w tym filmie zdruzgotane doszczętnie, więc jest to dzieło jedynie dla widzów, którym nie przeszkadza mąż zabijający każdego wieczora swoją żonę, ani też poważny salaryman gdakający jak kurczak i przesiadujący na dachu swojego domu. Dla widza gotowego do tak daleko posuniętej otwartości wobec medium filmowego, Survive Style 5+ jest niczym blask słońca o poranku, przecinany jedynie sylwetką fruwającego beztrosko w przestworzach człowieka w garniturze.

 

Twilight samurai

Tasogare Seibei
(2002, Yoji Yamada)

 

Twilight samurai to dzieło wielokrotnie nagradzanego reżysera Yojiego Yamady, uważane za jeden z najlepszych współczesnych filmów historycznych wyprodukowanych w Japonii. Jest opowieścią o ubogim samuraju, który wcale samurajem być nie chce, marząc o spokojnym życiu u boku swoich dorastających córek. Pomimo niechęci do samurajskiego sposobu życia, wykazuje dużą biegłość w sztuce miecza, co dostrzeżone zostało przez jego przełożonych, decydując o powierzeniu mu pewnego trudnego i bardzo niebezpiecznego zadania.

Tak jak w większości filmów samurajskich, kluczową rolę odgrywa tu konflikt między osobistym spełnieniem a samurajskim obowiązkiem, któremu sprostać musi bohater. Film Yamady jednak, bardziej niż na przedstawieniu tragizmu takiej sytuacji, skupia się na budowaniu nostalgicznego portretu szlachetnego samuraja, żyjącego u schyłku swojej epoki. Ujmująca prostota, ciepło i uniwersalne przesłanie tej historii z pewnością przyczyniły się do dużego sukcesu, jaki Twilight samurai odniósł także poza Japonią.

 

Komentarze  

 
#1 Snake 2011-01-06 17:45
Jako, że widziałem większość z filmów z zestawienia, muszę pogratulować wyboru, bowiem są to znakomite produkcje i powinno się je koniecznie zobaczyć.
 
 
#2 Snake 2011-01-06 18:08
Jeśli miałbym przedstawić swojej propozycje to oprócz filmów, które znalazły się wyżej (All About Lily Chou Chou to chyba mój faworyt z tych przez was przedstawionych ) wskazałbym również :
Kamikaze Girls
It's Only Talk
Air Doll
Big Bang Love
Dolls
Ichi The Killer

z innych także niezwykle ciekawych produkcji muszę wspomnieć o Heavenly Forest, Gozu, Paredo, Mamories of Matsuko, wspomnianym przez was Gaichu, Vibrator i Dead or Alive 2.
 
 
#3 benshi 2011-04-10 15:20
ciekawy wybór - dodałbym m.in. "Mogari no mori" reż.Naomi Kawase, 2007
 
 
#4 matsunaga 2011-04-25 20:48
Kino współczesne jest mi bardzo mało znane, jako że jego wytwory nieomal zawsze grzeszą potworną wtórnością, ale umieszczanie w chlubnym gronie "pereł dekady" przykładu podrzędnej "kieślowszczyzny " Tsukamoty (Rokugatsu no hebi) jest co najmniej chybione. Podobnie co do wyboru filmu Koreedy - Dare mo shiranai choć jest obrazem bardzo dobrym to kunsztem narracyjnym oraz umiejętnością emocjonalnego zaangażowania widza w opowiadaną historię ustępuje znacznie wcześniejszemu o 3 lata Distance. Cóż - kwestia subiektywizmu i względności poglądów...
 
 
#5 Gaijin 2011-04-26 13:28
Cytuję matsunaga:
Kino współczesne jest mi bardzo mało znane, jako że jego wytwory nieomal zawsze grzeszą potworną wtórnością

W dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi grzeszy wiedzą o czymś, czego nie zna ;) Tymczasem nie trzeba zbyt długo marszczyć czoła, aby zdać sobie sprawę, że we wszystkich dziedzinach sztuki coraz trudniej jest o tzw. oryginalność i że jest to naturalna konsekwencja wieloletniego rozwoju medium, a nie grzech czy wada.

Kiedyś wystarczyło wyjść z kamerą na ulicę, a nagrany materiał zmontować bez troski o immersyjność dzieła, by powstał rewolucyjny i oryginalny ruch nowofalowy. Dziś, w czasach gdy wszystko już było za prawdziwie oryginalne dzieło uznaje się na przykład niebieską gumę do życia nalepioną na płaszczyznę (jeden z przykładów sztuki współczesnej).

W kinie wciąż jednak poszukuje się oryginalności (zwłaszcza w nurcie kina artystycznego) w takiej tylko mierze, w jakiej jest to możliwe (!). Pomijam sequele sequeli i prequele i prequeli, które to ze swej wtórności zrobiły model biznesowy.

Negatywne wartościowanie rzeczy ex cathedra pachnie trollizmem, dobrze chociaż, że na końcu wspomniałeś o subiektywizmie i względności poglądów.
 
 
#6 matsunaga 2011-04-27 17:43
Cytuję Gaijin:
W dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi grzeszy wiedzą o czymś, czego nie zna

Przepraszam, źle to ująłem. Nie jestem jednym z takich ignorantów za jakiego mnie masz; powinienem raczej dodać "stosunkowo" mało znane, w odniesieniu do kina klasycznego, z którym obcuję na co dzień. Niemniej posiadam na tej płaszczyźnie pewną orientację.
Cytuję Gaijin:
naturalna konsekwencja wieloletniego rozwoju medium, a nie grzech czy wada

Niestety - takie myślenie to oszukiwanie samego siebie - kino jako młoda sztuka, słynąca na dodatek z najbardziej rozbudowanej polifoniczności środków wyrazu, zdaje się ostatecznie wyczerpała wszelkie zasoby stylistyczne, tematyczne, etc. Konsekwencja rozwoju? Jak najbardziej. Wada? Również - epigoństwo względem dokonań przeszłości na pewno nie jest wartością in plus ale czystą artystyczną blagą. Tak opiewane przez ciebie "silenie się na oryginalność" również filmom współczesnym na dobre nie wychodzi. Często powstają twory ocierające się o grafomaństwo i łopatologiczną symbolikę. Dawniej twórcy nie musieli silić się na unikatowość - robiono filmy autentyczne emocjonalnie bez skazy nachalnej metaforyki, z których przebijały prawdy uniwersalne zaś forma urzekała niemal klasycystyczną harmonią. Do takich wniosków co uważniejszy widz mógł z pewnością dojść po nocnym seansie 26 kwietnia w TVP Kultura, gdzie po "Lesie w żałobie" (2007) Naomi Kawase puszczono 2 filmy Satyajita Raya z "Trylogii Apu" (1955-56). Różnica w sublimacji sztuki filmowej, jaka wytworzyła się w bezpośrednim zestawieniu kina współczesnego z kinem lat 50. przynajmniej moim oczom ukazała się w kształcie dosłownie porażającym.
 
 
#7 Gaijin 2011-04-27 18:00
Filmy artystycznie niesatysfakcjon ujące i wtórne, powstające zwłaszcza w obrębie kina gatunków, produkowane są nie tylko obecnie, lecz od dekad i nie widzę żadnego powodu aby z ich obecności czynić zarzutu względem współczesności. Kino jako rozrywka i kino jako sztuka - nawet jeśli dziś przeważa to pierwsze (choć moim zdaniem zawsze tak było) wciąż pozostaje mnóstwo filmów mających wiele do zaoferowania nawet wymagającemu widzowi.

Trzeba jednak podjąć wysiłek i samemu oddzielać ziarno od plew, nikt nie zrobi tego za nas przylepiając młodym jeszcze twórcom metki "klasyków" - choć za lat -naście/-dziesiąt na pewno wielu taki status uzyska.
 

Aby dodawać komentarze konieczna jest rejestracja w serwisie.