• Samuraj-Szpieg (1965, Masahiro Shinoda)

    wtorek, 15 lutego 2011 17:31
  • O magii słowa „przepraszam” i o tym, co by było, gdyby... Analiza fabuły filmu "Sąsiad spod trzynastki"

    wtorek, 08 lutego 2011 16:01
  • Obecny nieobecny. "Sonatine" Takeshiego Kitano

    piątek, 21 stycznia 2011 14:42
  • Nadchodzące premiery w roku 2011

    sobota, 15 stycznia 2011 18:58
  • Filmowe perły dekady. Najciekawsze filmy japońskie 2001-2010

    wtorek, 04 stycznia 2011 13:20
  • Rodzina w nowym kinie japońskim

    poniedziałek, 11 października 2010 16:45
  • Kino samurajskie Hideo Goshy. 1964-69. Nowe oblicze starego gatunku.

    poniedziałek, 13 września 2010 18:35
Home Publicystyka Artykuły Drugie dno lęku, czyli człowiek źródłem zła w „Ring” i „Dark Water” Hideo Nakaty
Drugie dno lęku, czyli człowiek źródłem zła w „Ring” i „Dark Water” Hideo Nakaty
Wpisany przez Ewa Drab   

W ciągu ostatnich kilku dekad idea kryjąca się za horrorem uległa silnemu przekształceniu w obrębie kinematografii zachodnich. Zaczęto skłaniać się coraz bardziej w kierunku slasherów i kina spod znaku gore, w których o natężeniu grozy decyduje ilość przelanej na ekranie krwi, a nie mroczne motywacje i okrutne tajemnice bohaterów. Horror uległ deprecjacji. Jego wartość została gwałtownie ograniczona do przemocy pozbawionej tła psychologicznego, a eliminacja jej lub ograniczenie czynią z horroru krwawą jatkę i odbierają gatunkowi zaszczytną funkcję diagnozowania ludzkich lęków. Filmowi reżyserzy coraz rzadziej zwracają uwagę na źródło strachu, tak ekranowych bohaterów, jak i publiczności, zamiast tego koncentrując się na wymyślnych i oryginalnych sposobach odzwierciedlenia ich lęków. Przemożny strach zazwyczaj przeobraża się w tłumioną agresję, która wcześniej czy później znajduje ujście w postaci aktów przemocy.

W nowoczesnych horrorach zachodnich nacisk kładzie się już tylko na końcowy etap tego procesu, a lekceważy się wcześniejsze. Czym jednak staje się horror bez grozy wypływającej z ludzkich lęków? Gatunek wzniesiony został na fundamentach zasady „lęk budzi lęk”. Zazwyczaj zło w horrorze nie jest czystym złem, ale lękiem przeobrażonym w agresję, która rodzi kolejny lęk. Horror odarty z tej regularności staje się manifestacją przemocy, do której odbiorca może się przyzwyczaić, uodparniając się jednocześnie na dostarczane wrażenia. Mimo to niewrażliwość na straszenie nie wydaje się martwić twórców zwiększających - w odpowiedzi na to zjawisko - natężenie gore w filmach gatunku. Wolą to, niż nastawienie się na horror z prawdziwego zdarzenia z perspektywą psychologiczną i grozą rzeczywistości. Dzieje się tak, ponieważ do odczytania tego typu horroru potrzebna jest refleksja, a myślenie nie sprzyja, niestety, machinie rozrywkowej. Widzowie zachodniego kina masowego chcą sensacji i taniego dreszczu emocji, a nie rozpatrywania ludzkiej natury - myślą producenci.

 

Inaczej horror i podejście twórców do niego wyglądają w kinematografiach azjatyckich. To właśnie kino grozy z Korei, Tajlandii i oczywiście z Japonii podtrzymuje ideę stojącą za tradycyjnym horrorem, w którym zło czające się w człowieku generuje złość, chęć zemsty i strach, przeobrażając się w główne źródło lęku publiczności. Przemoc może być śladowa lub dosadnie podkreślać kluczowe dla fabuły zdarzenia, ale nie staje się w horrorze azjatyckim wartością samą w sobie. Podstawowy schemat wygląda następująco: siła nadnaturalna (zazwyczaj duch) zaczyna nękać bohaterów. Jednak historia okazuje się za każdym razem dużo bardziej rozbudowana, bo uwaga nie jest skupiona na prześladowaniu, lecz na przyczynach leżących u podstaw takiego zachowania. Jaka tragiczna opowieść stoi za poczynaniami ducha? Kiedy twórcy odkrywają przed nami powody i tajemnice z przeszłości, zdajemy sobie sprawę, że to nie ducha powinniśmy się bać, tylko ludzkich skłonności do okrucieństwa i popełniania zbrodni względem drugiego człowieka. Wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa, treściwa groza, która miesza się w gorzki sposób ze smutkiem nad słabością człowieka. Tak fabuła rozwija się w tajlandzkim „Shutter - widmo” czy w koreańskiej „Opowieści o dwóch siostrach” i identycznie wygląda u japońskiego reżysera, znanego za sprawą doskonałego kina grozy - Hideo Nakaty.

 

Horrory japońskie znakomicie kontynuują, niezależnie od bieżących mód i trendów, tradycje gatunku. W dwóch najsłynniejszych dziełach Hideo Nakaty, które stanowią kwintesencję klasycznego podejścia do horroru - „Ring” i „Dark Water” - strach zostaje wytworzony za pomocą drobiazgowych historii i pełnokrwistych postaci, a dopiero potem poprzez pomniejsze chwyty gatunkowe, jak niespodziewane pojawienie się ducha czy zgranie przerażających sekwencji z niepokojącą muzyką. Dzięki zanurzeniu spraw bohaterów i dramatu ducha w rzeczywistości, horrory Nakaty stają się nam bliskie i dzięki temu celniej trafiają w świadomość odbiorcy. Dużo łatwiej jest przecież uwierzyć w wiarygodność postaci przypominających przeciętnych ludzi, których można spotkać w życiu codziennym, niż w spreparowanych ręką reżysera niezwykłych bohaterów. Zwyczajnym postaciom jest łatwiej również wywołać w widzach prawdziwe emocje, a należy dodać, że odgrywają one w gatunku , jak i w kinie w ogóle, kluczową rolę - bez emocji w dramacie codziennym nie może zrodzić się horror.

 

Nakata koncentruje się przede wszystkim na zręcznym i precyzyjnym zarysowaniu linii fabularnej. Skoro opowieść jest najważniejsza, należy dobrze wyeksponować jej szczegóły. Kolejnym krokiem reżysera okazuje się odpowiednie przedstawienie i psychologiczne rozwinięcie protagonisty, w tym także trafny wybór aktora. Żeby odczuć strach, widzowie muszą przejąć się losem głównego bohatera, a w przypadku „Ringu” i „Dark water” - bohaterek. Nie bez powodu Nakata poświęca tak dużo miejsca na początku obu filmów postaciom, czyli tej części przedstawienia, która nosi znamiona kina obyczajowego, a nie horroru. Stara się przemycić ważne dla bohaterek detale z ich życia, aby przestały być tylko pionkami w fabule, a zaczęły funkcjonować jako pełnoprawne elementy filmowego świata. Kluczowe elementy, należy dodać. Gdy zaprezentowany zostaje już punkt wyjścia i postać protagonistki, rozpoczyna się część mająca za zadanie straszyć - jednak strach u Nakaty musi być wielowymiarowy, z drugim dnem. Stąd Nakata wykorzystuje tradycyjne narzędzia gatunku, aby wywołać chwilowy skok adrenaliny mylony ze strachem, ale jednocześnie systematycznie pogłębia opisywaną historię, która powoduje nieuchwytny niepokój, czyli zalążek prawdziwego strachu. W końcu częściej boimy się tego, co bardziej realne, bliższe i znane, aniżeli zjawisk nadnaturalnych. Dlatego właśnie wszelkie duchy i zjawy nie z tego świata powodują wzrost ciśnienia, ale - trzymane na dystans z racji swojego odrealnionego pochodzenia - nie prowokują bardziej złożonych odczuć. Tymczasem historia, która stoi za agresją ducha, dotyczy otaczającego świata i rzeczywistych zachowań ludzkich, więc będzie - na dłuższą metę - budzić w widzach niepokój. Nakata doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego korzysta z obu sposobów budowania napięcia, realizując założenia prawdziwego horroru.

 

„Ring” stał się legendarnym horrorem na krótko po premierze. Dzięki amerykańskiemu remake'owi szybko poznali go nie tylko koneserzy kina japońskiego, lecz również widzowie na całym świecie. Jak w przypadku większości kultowych filmów, trudno zorientować się, co dokładnie świadczy o wybitności „Ringu” w ramach gatunku. Można jednak pokusić się o stwierdzenie, że Hideo Nakacie udało się bezbłędnie połączyć rzeczywistość z nadnaturalnością.

 

Dziennikarka Reiko zaczyna interesować się tajemniczą śmiercią nastolatków, zwłaszcza że podobny przypadek ma miejsce w jej rodzinie. Dowiaduje się o plotce głoszącej, że zgon następuje w siedem dni po obejrzeniu pewnej trefnej kasety wideo. Na początku nasza bohaterka uspakaja się głosem zdrowego rozsądku, lecz kiedy sama ogląda taśmę, zaczyna mieć wątpliwości. Jak kaseta zabija kolejnych widzów? Czy można uciec przed losem poprzednich ofiar? Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy taśmę ogląda syn Reiko, Yoichi. W ten sposób Nakata sprytnie wykorzystuje kilka chwytnych rozwiązań jednocześnie: ze znanej każdemu swojskiej kasety wideo czyni medium dla morderczych sił, czyli przenosi cechy „przerażającej niezwykłości” na przedmiot pospolity; opowiada pełną niedomówień historię zemsty, a motyw zemsty - jako tłumionego gniewu i żalu - zawsze przyciąga uwagę, oraz angażuje we wszystko dzieci i młodzież, które naturalnie budzą w widzach emocje i instynkt opiekuńczy. Zastosowując podobne rozwiązania, reżyser zapewnia sobie zaangażowanie emocjonalne widza, jego ciekawość i kiełkujący powoli strach. Bo przecież ilu widzów, wbrew zdrowemu rozsądkowi, zadrżało na myśl, że oto mija tydzień od ich seansu „Ringu”?

 

Film pochodzący z pechowej taśmy został nagrany przez tajemniczą Sadako. Jednak przerażenie nie wynika z tego, kim była autorka, choć na pewno podsyca atmosferę grozy. Istotę wideo Sadako, które razem z bohaterką oglądamy na ekranie, jest zdecydowanie jego enigmatyczność i niezrozumiałość. To, co niezrozumiałe, wywołuje niepewność, a niepewność podana za pomocą swojskiego pośrednika i przefiltrowana przez sito rzeczywistości przeobraża się szybko w obawę. Tak jest i tym razem w „Ringu”. Upiorne wideo stanowi zlepek nielogicznych ujęć, z których niewiele, zwłaszcza na pierwszy rzut oka, można odczytać. Jego zagadkowość powoduje, że widz nie ma punktu odniesienia, stopnia oparcia, dlatego zaczyna się bać. Strach potęguje zabieg urealnienia oglądanych obrazów, czyli pokazania ich na zwyczajnie odtwarzanej w magnetowidzie taśmie. Niezwykłe wrażenie sprawiają także scena poprzedzająca i następująca po projekcji wideo Sadako. Przed włączeniem filmu Reiko przyjeżdża do górskiego ośrodka domków wypoczynkowych, w których zatrzymały się i obejrzały taśmę poprzednie ofiary klątwy. Otoczenie jest zupełnie normalne, recepcjonista i wypożyczalnia kaset - również. Nawet sama kaseta wygląda przeciętnie, wyróżniając się jedynie brakiem obwoluty lub opisu. Ponieważ Nakata przedstawia nam Reiko już na samym początku filmu i stara się wzbudzić w widzach sympatię do niej, nietrudno przejąć się wątpliwościami bohaterki, która zastanawia się, czy kasetę odtworzyć czy nie. To właśnie okazuje się rolą bohatera - przekształcić zwyczajne zachowanie (w tym momencie oglądanie kasety w domku letniskowym) w akt straszny i nieodwracalny. W rezultacie zwyczajność okoliczności i scenerii kontrastuje silnie z nastawieniem bohaterki i zawartością upiornej taśmy. Scena następująca po projekcji również nosi te same znamiona: jest zwyczajna, bo nie dochodzi do żadnej nadnaturalnej i przerażającej konfrontacji, ale jednak, za sprawą bohaterki zerkającej na godzinę obejrzenia wideo, wydaje się delikatnie stopniować napięcie. Później odmierzane precyzyjnie napięcie i poczucie niepokoju zaprocentują, pozwalając odrealnionemu horrorowi wykluć się z historii ludzkiego okrucieństwa i zemsty.

 

Zemsta, czyli żal, gniew i rozczarowanie, to niewątpliwie uczucie bardzo bliskie widzowi. Stąd już o krok do poznania motywacji Sadako - ducha manipulującego klątwą kasety i cierpiącego za dawne krzywdy. Do pewnego momentu „Ringu” Sadako i tajemnica jej historii stanowią źródło lęku. Później jednak Nakata robi istotny dla fabuły zwrot, czyniąc z ducha ofiarę ludzkiego okrucieństwa. Od tej pory Sadako przeraża tylko determinacją w zemście, ale główny lęk zostaje przeniesiony na oprawców mścicielki. To wtedy ujawnia się w „Ringu” główna idea, która powinna kryć się za każdym pełnokrwistym horrorem - boimy się zła, które siedzi w każdym z nas. Widza przeraża ludzkie bestialstwo, brak kręgosłupa moralnego, skłonność do zbrodni, bezwzględność i egoizm. Po seansie „Ringu” właśnie te negatywne emocje pozostają w publiczności i to one pozostawiają po sobie niechęć, niesmak, a co najważniejsze - strach. Postępowanie człowieka może bowiem dotyczyć każdego i mało ma wspólnego z nierzeczywistymi historiami o duchach.

 

Jeszcze intensywniej Nakata zademonstrował to w swoim innym, równie znanym i cenionym, horrorze. „Dark water” stanowi opowieść wyrastającą z tradycji dramatu psychologicznego, lecz silnie zakorzenioną w stylistyce horroru. Nakata odnajduje w „Dark water” balans między pierwiastkiem ludzkim a fantastycznym, przytaczając historię przerażającą, bo skrajnie smutną. Ponownie wywołuje emocje, wykorzystując postaci dziecięce, ale tym razem stawia je w centrum fabuły. Ma z góry zagwarantowaną empatię i zaangażowanie emocjonalne, co maksymalnie wykorzystuje, wplątując w dramat chwyty gatunkowe. Tak jak w „Ringu” medium strachu przed niezrozumiałym i symbolem zetknięcia z mrokami ludzkiej duszy był magnetowid, tak w „Dark water” rolę elementu przewodniego przyjmuje woda - brudna deszczówka, która oznacza brud w sensie moralnym, nieczystość uczynków. W „Dark water” lęk budzi obojętność na krzywdę drugiego człowieka, w tym konkretnym przypadku spotęgowany faktem, że krzywda dzieje się dziecku, a więc istocie bezbronnej. Dzieci powinni chronić dorośli, a ci są winni grzechu zapomnienia i odrzucenia. W ten oto sposób „Dark water” staje się horrorem niezwykłym i intrygującym, bo poświęconym miłości między dzieckiem a rodzicem.

 

Jeśli opiera się historię grozy na dramacie odrzuconego dziecka, które za wszelką cenę pragnie opieki i miłości matki, strach pojawia się bez większego wsparcia szerokiego wachlarza narzędzi filmowych służących do niego. Uczucia dziecka poruszają przecież w widzu sentymentalną strunę, bo wszyscy ich doświadczamy w dzieciństwie, a potem wielu widzi je w swoich dzieciach. Uniwersalność tematu sprawia, że smutek ustępuje miejsca lękom. Ściślej rzecz biorąc: najpierw mamy do czynienia z dramatem prezentującym główną bohaterkę, Yoshimi, matkę walczącą o opiekę nad córką. Kiedy już zaangażujemy się w losy Yoshimi, która w miarę swoich możliwości chce zapewnić córce solidne warunki życia, opiekę i - przede wszystkim - swoją bezwarunkową miłość, Nakata wprowadza coraz więcej elementów z horroru, takich jak bardzo częstą w japońskim kinie grozy postać ducha. Podobnie jak w „Ringu”, duch przeraża, żeby potem stać się ofiarą, której łatwo współczuć, mimo niepokoju wywoływanego przez jego determinację. Nakata pokazuje okrucieństwo i egoizm napędzające całą historię z przeszłości, więc znowu celuje w człowieka - jego słabości i niemoralność. Kontrastuje bezwzględność innych z bezgranicznym poświęceniem Yoshimi, która jako matka gotowa jest na wszystko, by chronić córkę. W ten sposób Nakata zaznacza, że bestialstwo nie jest normą, a człowiek może prezentować wzorową postawę dobra. Ścieranie się zła i dobra stanowi kolejny temat „Dark water”. Konflikt między odwiecznymi w kulturze siłami zasila wymiar dramatyczny filmu i jego podłoże lękowe. Obawiamy się zła, ale jednak może ono wypłynąć z nas samych, co napawa nas jeszcze większym lękiem. Mimo tego w „Dark water” da się odnaleźć iskrę nadziei, której brakuje w mroczniejszym „Ringu”.

 

Nakata operuje jeszcze jednym elementem łączącym rzeczywistość z grozą - blokowiskami. Osiedla bloków mieszkalnych są gniazdem mas ludzkich, a reguła prawdopodobieństwa udowadnia, że w tak dużym nagromadzeniu osobowości na pewno pojawi się jednostka, która okaże się nosicielem zła i będzie odrobinę bardziej skłonna do zbrodni niż wszystkie inne. Blokowiska nie posiadają również charakteru, są nijakie i też dlatego dobrze kojarzą się z obojętnością, której ofiarą pada w filmie dziewczynka-duch. Stanowią także odzwierciedlenie lęku społecznego przed przeciętnością i przeludnieniem. Bycie zapomnianym i zrównanym z masą to w końcu ogromny cios dla poczucia ludzkiej odrębności. Zapomnienie także jest tematem „Dark water” i także wypływa z postaw ludzkich, a nie z nieokreślonych zjawisk paranormalnych czy zdefiniowanych z góry zachowań psychopatycznych wypaczonych morderców z horrorów zachodnich.

 

Twórczość Hideo Nakaty nie powinna być jednak traktowana i analizowana jako wyjątek, bo tak właśnie wyglądają horrory w pełnym tego słowa znaczeniu. „Ring” i „Dark water” to znakomicie zaplanowane, rozpisane i zrealizowane horrory wyrastające z bliskich publiczności uniwersalnych lęków związanych z emocjonalnością, moralnością i dramatem codzienności. Reżyser pokazuje tymi dwoma filmami, że sztuką nie jest przestraszyć powierzchownie, ale zakorzenić w widzu myśl, która wywoływać będzie niepokój na długo potem. Niczym u Junga, horrory Nakaty próbują pogodzić człowieka z jego ciemną stroną, ale zapewne ani im, ani żadnemu innemu filmowi, jeszcze długo się ta sztuka nie uda, a my będziemy dalej się bać - nas samych.

 

Autor: Ewa Drab

 

Źródła:
- Azjamania, http://www.azjamania.pl
- Caldwell Thomas, Cinema Autopsy, http://blog.cinemaautopsy.com/2001/10/02/film-review-ringu/
- Nathan Ian, Ringu review, Empire Online, http://www.empireonline.com/reviews/reviewcomplete.asp?DVDID=9668
- Total Film Online, Dark water review, http://www.totalfilm.com/reviews/dvd/dark-water
- Ziębiński Robert, Rzeka krwi, Nesweek 30/2010, str. 76-78
- Ziębiński Robert, Horror to ludzie - wywiad z Jackiem Ketchumem, Nesweek 30/2010, str. 79

 

Aby dodawać komentarze konieczna jest rejestracja w serwisie.